W chwili słabości umysłu i woli pozwoliłem sobie na żart, swego rodzaju autoironię, którą teraz prezentuję. Jest to ilustracja mojego życia w Newbridge, oczywiście żartobliwa. Nawiasem mówiąc: (Wiem, że jest to już drugi narcystyczny post, ale, jako że nie mam powodu i możliwości, aby odkrywać dla Was Irlandię, odkrywam siebie - używam w tym miejscu przenośni, rzecz jasna. Dodam jeszcze, że te zdjęcia są objęte prawami autorskimi i nie pozwalam, aby były publikowane w innych mediach).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Newbridge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Newbridge. Pokaż wszystkie posty
piątek, 9 października 2009
ilustracja
W chwili słabości umysłu i woli pozwoliłem sobie na żart, swego rodzaju autoironię, którą teraz prezentuję. Jest to ilustracja mojego życia w Newbridge, oczywiście żartobliwa. Nawiasem mówiąc: (Wiem, że jest to już drugi narcystyczny post, ale, jako że nie mam powodu i możliwości, aby odkrywać dla Was Irlandię, odkrywam siebie - używam w tym miejscu przenośni, rzecz jasna. Dodam jeszcze, że te zdjęcia są objęte prawami autorskimi i nie pozwalam, aby były publikowane w innych mediach).
Etykiety:
dominikanie,
Ireland,
Newbridge
niedziela, 4 października 2009
Wszystkiemu winny jest Napoleon
Naturalny jest ruch lewostronny. Trudno temu zaprzeczyć. Wystarczy sobie przypomnieć, że prawa nakazujące używania lewej strony drogi wykształciły się, niezależnie od siebie, już w średniowieczu (a może i wcześniej) w Europie i Japonii. Ponoć miało to ułatwiać poruszanie się ciasnymi uliczkami z przypietym do lewego boku mieczem. Poza tym było traktowane jako naturalne. Tak więc, można zaryzykować stwierdzenie, że wszędzie tam, gdzie obowiazywały jakieś zasady ruchu drogowego, obowiązywała też fundamentalna zasada ruchu lewostronnego.
I tak było by i dziś. Jednak w historii ludzkości pojawił się pan Napoleon, który miał diaboliczną obsesje zmieniania świata na swój obraz i podobieństwo, i ujednolicania zwyczajów, języków, systemów prawnych, i szkolnych, i czego tylko się dało. To właśnie on, być może z powodu niechęci do papiestwa, być może z powodów strategicznych, postanowił zmienić i ujednolicić zasady ruchu drogowego. I narzucił Europie, a przez nią światu, ruch prawostronny.
Na Trinidadzie i w Irlandii obowiązuje zaś ruch lewostronny. A ja próbuje się do niego przyzwyczaić. I dlatego wczoraj, jak i w poprzednich dniach, jeździłem sobie po uroczej i rustykalnej okolicy Newbridge. Drogi bradzo lokalne są tu wytyczone przed wiekami. Są więc kręte, wąskie i z murkami po obu stronach, bez pobocza. Muszę się przyznać, że jeździłem trochę za szybko i troche zamyślony, bo było piękne popołudnie. W pewnym miejscu było skrzyżowanie i skręciłem w lewo. Jechałem dalej, dalej rozanielony. Aż tu nagle wyrósł mi przed maską ambulans. Na szczęście. Kierowcami ambulansu są zazwyczaj zawodowcy, karetki też są lepiej widoczne. Zatrzymaliśmy się w odległości sześciu metrów od siebie, patrząc sobie w oczy. Pan coś pokrzykiwał, ja biłem się w piersi ... i grzecznie powróciłem na sobie przeznaczoną lewą stronę jezdni. I temu wszystkiemu i wielu innym rzeczom jest właśnie winny pan Napoleon.
I tak było by i dziś. Jednak w historii ludzkości pojawił się pan Napoleon, który miał diaboliczną obsesje zmieniania świata na swój obraz i podobieństwo, i ujednolicania zwyczajów, języków, systemów prawnych, i szkolnych, i czego tylko się dało. To właśnie on, być może z powodu niechęci do papiestwa, być może z powodów strategicznych, postanowił zmienić i ujednolicić zasady ruchu drogowego. I narzucił Europie, a przez nią światu, ruch prawostronny.
Na Trinidadzie i w Irlandii obowiązuje zaś ruch lewostronny. A ja próbuje się do niego przyzwyczaić. I dlatego wczoraj, jak i w poprzednich dniach, jeździłem sobie po uroczej i rustykalnej okolicy Newbridge. Drogi bradzo lokalne są tu wytyczone przed wiekami. Są więc kręte, wąskie i z murkami po obu stronach, bez pobocza. Muszę się przyznać, że jeździłem trochę za szybko i troche zamyślony, bo było piękne popołudnie. W pewnym miejscu było skrzyżowanie i skręciłem w lewo. Jechałem dalej, dalej rozanielony. Aż tu nagle wyrósł mi przed maską ambulans. Na szczęście. Kierowcami ambulansu są zazwyczaj zawodowcy, karetki też są lepiej widoczne. Zatrzymaliśmy się w odległości sześciu metrów od siebie, patrząc sobie w oczy. Pan coś pokrzykiwał, ja biłem się w piersi ... i grzecznie powróciłem na sobie przeznaczoną lewą stronę jezdni. I temu wszystkiemu i wielu innym rzeczom jest właśnie winny pan Napoleon.
Etykiety:
Ireland,
Newbridge,
ruch lewostronny
poniedziałek, 28 września 2009
Skąd są, do licha, te zdjęcia?
Stosunkowo łatwo jest się domyslić, gdzie zostały zrobione zdjęcia, które są zamieszczone w poprzednich postach. Trudniej jest odpowiedzieć na pytanie dlaczego znajdują się na tym blogu?
Nadszedł czas aby kontynuować karaibską opowieść. Po powrocie do Polski pojechałem do Tarnobrzega, gdzie między innymi odebrałem dokumenty ze szkoły, odwiedziłem mojego lekarza i starą szkołę, przygotowałem rzeczy do przeprowadzki, a nade wszystko spotkałem się ze znajomymi. Później pojechałem do Orzecha, aby spędzić kilka dni z rodziną, ale również załatwić wypis z rejestru karnego i tłumaczenie róznych dokumentów. Jeszcze później pojechałem do Warszawy, aby sfinalizować sprawy urzędowe związane z moim wyjazdem na misje i przyjąć rzeczy z Tarnobrzega.
Gdy wszystko to się dokonało, nadszedł czas aby wyruszyć w drogę. Na razie ... do Newbridge w hrabstwie Kildare, gdzie gościnni bracia irlandzcy zgodzili sie mnie przyjąć na czas mojego oczekiwania na pozwolenie na pracę na Trinidadzie.
Oto odpowiedź na tytułowe pytanie. Zdjęcia, które zamieściłem w poprzednich postach przedstawiaja Newbridge College, gdzie teraz mieszkam. A co tu porabiam (prócz, rzecz jasna, czekania)?
Uczę się angielskiego, pracuję jako ksiądz w irlandzkiej parafii, podstudiowuję sobie w dominikańskiej biblitece w Tallaght, spaceruję i prowadzę spokojne, drobnomieszczańskie życie.
Klasztor w Newbridge jest bowiem przyklejony do szkoły. Prywatnej szkoły średniej dla około ośmiset uczniów w wieku od 12 do 19 lat, prowadzonej przez dominikanów. Należą do niego rozległe łąki, stajnie, budynki dydaktyczne, liczny personel, powiedzmy, techniczny, ośmiuset potencjalnych młodocianych przestępców. Pełen jest starych obrazów, dziewiętnastowiecznych książek, mosiężnych klamek, zdobycznych pucharów, domowych sreber, kominków na węgiel i na prąd, puszystch dywanów, foteli - słowem tego wszystkiego, co jest synonimem starej brytyjskiej szkoły prywatnej. Bardzo drobnomieszczański i bardzo wygodny.
Na koniec anegdota. Gdy w sobotę przyjechałem do Newbridge, przeor ojciec S.H. zachęcił mnie do zapoznania się z budynkiem. Bardzo to lubię, tak zaglądac do starych pokoi i na stryszki. Zazwyczaj są pełne rupieci i cudowności. Bładząc po budynku klasztoru wszedłem też do częsci dydaktycznej, szkolnej, która w sobotnie popołudnie była zupełanie bezludna. Snułem sie korytarzami i rozmyślałem o szkolnym epizodzie mojego życia. Aż zawyło i zapiszczało. Okazało się że część szkolna była może bez życia, ale pełna alarmów. A ja je wszystkie uruchomiłem. Przybiegł przeor - który własnie spożywał podwieczorek - wyłączył syreny, telefonicznie odwołał ochronę i odetchnął z ulgą. Uważajcie, jeśli zaprosicie kogoś do eksplorowania waszej posiadłości, bądź życia, może potraktować to nadwyraz dosłownie, a może was zmusić do przerwania podwieczorku.
Newbridge College,
Newbridge, co. Kildare
tel. 0353 45 48 72 00 wew. 1
www.newbridge-college.ie
Nadszedł czas aby kontynuować karaibską opowieść. Po powrocie do Polski pojechałem do Tarnobrzega, gdzie między innymi odebrałem dokumenty ze szkoły, odwiedziłem mojego lekarza i starą szkołę, przygotowałem rzeczy do przeprowadzki, a nade wszystko spotkałem się ze znajomymi. Później pojechałem do Orzecha, aby spędzić kilka dni z rodziną, ale również załatwić wypis z rejestru karnego i tłumaczenie róznych dokumentów. Jeszcze później pojechałem do Warszawy, aby sfinalizować sprawy urzędowe związane z moim wyjazdem na misje i przyjąć rzeczy z Tarnobrzega.
Gdy wszystko to się dokonało, nadszedł czas aby wyruszyć w drogę. Na razie ... do Newbridge w hrabstwie Kildare, gdzie gościnni bracia irlandzcy zgodzili sie mnie przyjąć na czas mojego oczekiwania na pozwolenie na pracę na Trinidadzie.
Oto odpowiedź na tytułowe pytanie. Zdjęcia, które zamieściłem w poprzednich postach przedstawiaja Newbridge College, gdzie teraz mieszkam. A co tu porabiam (prócz, rzecz jasna, czekania)?
Uczę się angielskiego, pracuję jako ksiądz w irlandzkiej parafii, podstudiowuję sobie w dominikańskiej biblitece w Tallaght, spaceruję i prowadzę spokojne, drobnomieszczańskie życie.
Klasztor w Newbridge jest bowiem przyklejony do szkoły. Prywatnej szkoły średniej dla około ośmiset uczniów w wieku od 12 do 19 lat, prowadzonej przez dominikanów. Należą do niego rozległe łąki, stajnie, budynki dydaktyczne, liczny personel, powiedzmy, techniczny, ośmiuset potencjalnych młodocianych przestępców. Pełen jest starych obrazów, dziewiętnastowiecznych książek, mosiężnych klamek, zdobycznych pucharów, domowych sreber, kominków na węgiel i na prąd, puszystch dywanów, foteli - słowem tego wszystkiego, co jest synonimem starej brytyjskiej szkoły prywatnej. Bardzo drobnomieszczański i bardzo wygodny.
Na koniec anegdota. Gdy w sobotę przyjechałem do Newbridge, przeor ojciec S.H. zachęcił mnie do zapoznania się z budynkiem. Bardzo to lubię, tak zaglądac do starych pokoi i na stryszki. Zazwyczaj są pełne rupieci i cudowności. Bładząc po budynku klasztoru wszedłem też do częsci dydaktycznej, szkolnej, która w sobotnie popołudnie była zupełanie bezludna. Snułem sie korytarzami i rozmyślałem o szkolnym epizodzie mojego życia. Aż zawyło i zapiszczało. Okazało się że część szkolna była może bez życia, ale pełna alarmów. A ja je wszystkie uruchomiłem. Przybiegł przeor - który własnie spożywał podwieczorek - wyłączył syreny, telefonicznie odwołał ochronę i odetchnął z ulgą. Uważajcie, jeśli zaprosicie kogoś do eksplorowania waszej posiadłości, bądź życia, może potraktować to nadwyraz dosłownie, a może was zmusić do przerwania podwieczorku.
Newbridge College,
Newbridge, co. Kildare
tel. 0353 45 48 72 00 wew. 1
www.newbridge-college.ie
Etykiety:
Ireland,
irlandzcy dominikanie,
Newbridge
Subskrybuj:
Posty (Atom)